Poniższy tekst nie będzie z pewnością obiektywny. Janne
Ahonen jest moim ulubionym sportowcem - od wielu, wielu lat. Wielkim przeżyciem
było dla mnie spotkanie się z nim w Kuopio, w czerwcu 2002 - na chwili spokojnej
rozmowy. Na niej bazuję, ale wypadałoby zrobić jakąś aktualizację :)
„Hyppäämässähän täällä ollaan, eikä hymyilemässä”
Gdyby zrobić statystykę, byłby najlepszym fińskim skoczkiem ostatniego
dziesięciolecia, a drugim najlepszym w historii tego sportu. Do osiągnięć
Mattiego Nykänena jeszcze nikt się nie zbliżył i raczej wątpliwe jest, by ktoś
zbliżył się kiedykolwiek. Janne Ahonen to jednak nie tylko utalentowany skoczek,
ale i zawodnik wytrwały, systematyczny i pracowity. Dodatkowo typowy fiński
charakter, na który składają się głównie spokój i opanowanie, bardzo pomagają w
uprawianiu tego wspaniałego sportu.
Urodził się 11 maja 1977 roku. Rodzice - Maarit i Keijo. Ojciec jest krawcem,
mama zajmuje się sprzętem wędkarskim. Młodszy o 4 lata brat Pasi również trenuje
skoki. W rodzinie nigdy nie było nikogo, kto by ten sport uprawiał. Mały Janne
oglądał „wszystkie konkursy” transmitowane przez telewizję, a w wieku lat 7
zaczął skakać w szeregach Lahden Hiihtoseura, dokąd zapisali go rodzice. Ale
babcia przyszłego Mistrza Świata opowiada, że malec skokami pasjonował się o
wiele dłużej. Budował sobie własne skocznie i na nich skakał - na zwykłych
nartach. Pierwsze zaś skoki oddawał na kanapie. „Miałem wówczas idoli - Matti
Nykänen i Jari Puikkonen odnosili wówczas sukcesy spośród naszych
reprezentantów. Jeśli chodzi o zawodników zagranicznych - wzorem był dla mnie
Jens Weissflog. Nikt nigdy jednak nie namawiał mnie do skakania. Tkwi w tym
tylko moja własna wola i chęć.”
Głośno zrobiło się o Janne przy okazji Igrzysk Olimpijskich w Lillehammer w 1994
roku. Dwa lata wcześniej w Albertville królował Toni Nieminen, cudowne dziecko
Kraju Tysiąca Jezior. Jeśli kiedykolwiek wśród Finów panowało szaleństwo, to
właśnie w czasach Toniego. W wieku 16 zaledwie lat zdobył dwa złote medale
olimpijskie i typowany był na godnego następcę Latającego Mattiego. Po sezonie
olimpijskim wszystko się skończyło. Podczas igrzysk w Lillehammer upatrywano w
Janne nowa gwiazdę na wzór Toniego. Fińska Federacja Narciarska wydała nawet
specjalną broszurę, w całości traktującą o młodym zawodniku. Janne miał wtedy
właśnie 16 lat i - jak Toni - był z Lahti. Analogii nie sposób było się nie
dopatrzyć. Ale Janne w Norwegii zajął dopiero 37. miejsce na skoczni normalnej i
25. na dużej. Od tamtego czasu Finowie nie emocjonują się skokami narciarskimi -
mimo że Janne miał na swym koncie tytuł dwukrotnego Mistrza Świata Juniorów.
Rok później był już trzeci w Pucharze Świata, a swój wyczyn powtórzył w sezonie
95/96. Nie zaliczył może dziesięciu zwycięstw sezonowych, ale dzięki równej
postawie na dobre uplasował się w ścisłej czołówce skoczków. Sezon 96/97 to
chyba okres największych sukcesów Janne Ahonena. Podczas Mistrzostw Świata w
Trondheim zdobył złoto w konkursie indywidualnym na skoczni normalnej, pokonując
takie sławy jak Andreas Goldberger i Masahiko Harada. W konkursie drużynowym
walnie przyczynił się do złota, jakie Finowie wówczas zdobyli. Nie miał jeszcze
20 lat. Rodacy może nie szaleli na jego punkcie jak wcześniej na punkcie Toniego,
jednakże imię Janne Ahonen zaczęło pojawiać się o wiele częściej w prasie i
telewizji. Po dekoracji medalowej w Trondheim kibice układali nawet piosenki na
jego cześć. Młody Mistrz był wyraźnie speszony, ale nie niezadowolony z tego
faktu...
I wydawałoby się, że w Nagano, podczas XVIII Igrzysk Olimpijskich, nic nie
stanie na przeszkodzie w zdobyciu kolejnych krążków. Tymczasem ekipa fińska była
dopiero 5., zaś Janne - czwarty na normalnej skoczni ze stratą 1 punktu do
Andreasa Widhölzla. O konkursie na dużym obiekcie, który odbył się w loteryjnych
warunkach, nie ma nawet co wspominać. Janne po wyjściu z progu wpadł w burzę
śnieżną i nie awansował do finałowej serii. Z pewnością było to wielkim
rozczarowaniem. Jednakowoż Jani Soininen wygrał wówczas złoto i srebro, porażka
nie była więc tak bolesna. Przynajmniej nie dla kibiców.
Sezon 98/99 wydawał się być najlepszym sezonem lahteńczyka. Przez większą jego
część liderował klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, ale tuż pod koniec
zwycięstwo odebrał mu skaczący wówczas rewelacyjnie Martin Schmitt. „Nigdy nie
byłem bardziej rozczarowany” powiedział Janne po ostatnim konkursie. „Drugie
miejsce to pierwsze przegrane.” Być może nie powiedziałby tak podczas MŚ w
austriackim Ramsau. Był tam trzykrotnie czwarty. Być może drużynowo byłoby
lepiej, gdyby nie fakt, że Ari-Pekka Nikkola odszedł na sportową emeryturę, a
Jani Soininen przeżywał kryzys formy. Jeden wspaniale skaczący Janne Ahonen nie
mógł dać Finom medalu. W pięknym stylu wygrał chociaż Turniej Czterech Skoczni.
Przed sezonem 99/00 kadrę objął Mika Kojonkoski. Powyciągał z klubów braci
Hautamäki i Risto Jussilainena. Sam Janne skakał tak dobrze jak przedtem -
ostatecznie zajął trzecią lokatę w PŚ. Zabrakło bardzo niewiele do drugiej -
jednego konkursu. W Turnieju był tym razem drugi. Brąz podczas MŚ w lotach tez
był z pewnością nie do pogardzenia. Finowie w Pucharze Narodów rozbili
wszystkich w proch i pył. Podczas Letniej Grand Prix Janne zdecydowanie zajął 1.
miejsce, wygrywając 5 z 8 konkursów indywidualnych.
Sezon 00/01 stał pod znakiem MŚ w Lahti. Czy może być dla sportowca coś
wspanialszego, niż odnieść sukces w rodzinnym mieście? „Bardzo lubię skakać w Lahti. To coś wyjątkowego. Oczywiście, podczas Mistrzostw oczekiwania były
ogromne.” Finowie nie zdobyli ani jednego złotego medalu we wszystkich czterech
konkursach. Na dużej skoczni Janne był trzeci, na normalnej - dopiero 6.
Drużynowo ekipa błękitno-białych uległa najpierw Niemcom, dzień później -
Austriakom. Z pewnością to wspaniałe osiągnięcie, ale... Spodziewano się więcej.
Zwłaszcza że miesiąc wcześniej Finowie rządzili niepodzielnie w Willingen.
Sezon 01/02 był najgorszym sezonem w całej karierze Janne Ahonena. Już na
początku nabawił się kontuzji kręgosłupa i odczuwał silne bóle. Odbiło się to na
skokach. Podczas inauguracji w Kuopio nie awansował do finału konkursu, później
zajmował lokaty w 2. i 3. dziesiątce. Był cieniem samego siebie. Jakim
zaskoczeniem była dla wielu jego wspaniała postawa podczas Igrzysk w Salt Lake
City. Finowie świetnie wypadli na K90, zajmując lokaty 4-6, z których czwarta
przypadła właśnie Janne. Po raz piąty w karierze. Podczas konkursu drużynowego
skakał równie udanie, ale znów zabrakło tak niewiele do pełni sukcesu.
Oczywiście, srebrny medal olimpijski - pierwszy medal olimpijski - został jak
najbardziej doceniony. Pomimo 0,1 punktu, jakie rozdzieliło Niemcy i Finlandię.
Końcówka sezonu była zdecydowanym kontrastem dla początku - miejsca w pierwszej
dziesiątce już bardziej podobne do Janne Ahonena.
Jak było latem, przed sezonem 2002/2003? „Cały czas odczuwam bóle kręgosłupa -
raz się nasilają, raz słabną. Skoki jednakże sprawiają mi przyjemność” mówił w
Kuopio. Według trenerów już wtedy Janne skakał najlepiej ze wszystkich fińskich
zawodników. Nadchodzące konkursy - Letnia Grand Prix Finlandii, Letnia Grand
Prix FISu, a później kolejny sezon zimowy miały pokazać, czy Janne Ahonen znów
będzie najlepszym skoczkiem kadry Krainy Tysiąca Jezior. A może najlepszym na
świecie? Przecież jako niezaprzeczalny talent zasługiwał na najwyższe laury -
tymczasem wciąż coś mu stawało na przeszkodzie w ich osiąganiu. „Tak. Czasem
czuję, że brakuje mi sukcesu. Jeszcze wiele przede mną. Wierzę, że w końcu los
się odmieni. Tak jest w sporcie - są okresy szczęścia i sukcesu, są okresy pecha
i słabszej formy. Obym miał teraz to pierwsze.”
Słowa te okazały się prorocze. Już w następnym sezonie Janne powrócił do
światowej czołówki. Już w Kuusamo stanął na podium, i do końca cyklu stawał
jeszcze trzykrotnie, w tym dwa razy na najwyższym stopniu. Szczyt formy przypadł
na Turniej Czterch Skoczni, w którym Janne odniósł bezapelacyjnie zwycięstwo,
tym razem przyzwoicie wygrywając jeden z konkursów (Innsbruck). Na MŚ w Predazzo
Finowie zdobyli złoty medal w konkursie drużynowym, a sezon Janne zakończył na
czwartym miejscu.
Janne Ahonen musiał czekać 12 lat, by wreszcie zatriumfować
w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Nikt nie powie, że mu się nie należało.
W sezonie 2003/2004 prowadzenie objął po styczniowych zwycięstwach w Libercu
i nie oddał go już do końca. Byliśmy świadkami pasjonującej walki o
trofeum pomiędzy Finem a Norwegiem, Roarem Ljoekelsoeyem, który pod okiem
trenera Kojonkoskiego osiągnął wspaniałą dyspozycję. Janne z żelazną
konsekwencją bronił punktów i ostatecznie to on, nie Norweg, odebrał 14
marca w Oslo Kryształową Kulę - choć brakowało naprawdę niewiele (10 punktów).
I już nie potrafił powstrzymać uśmiechu szczęścia, stojąc na najwyższym
stopniu podium finałowego. Można powiedzieć, że była to nagroda za całokształt.
Tyle że Janne nie powiedział ostatniego słowa - jak miało się okazać w
sezonie następnym.
Co stało się w sezonie następnym, zaskoczyło samego Janne Ahonena, uradowało
rzesze fanów, a działaczy i kolegów ze skoczni doprowadziło niemalże do
rwania włosów z głów. W trzynastym swym starcie w Pucharze Świata Fin z
Lahti po prostu zawładnął skokami narciarskimi. Najpierw wygrał cztery
pierwsze konkursy, a potem jeszcze trzy (siedem z ośmiu),
potem Turniej Czterech Skoczni (trzeci z rzędu i z trzema zwycięstwami), potem
błyszczał podczas Mistrzostw Świata w Oberstdorfie (srebro w drużynie, brąz
i złoto indywidualnie), a sezon zakończył efektownym występem w Planicy (240
metrów i groźnie wyglądający upadek, na szczęście bez poważnych obrażeń).
Miażdżył rywali, bił rekord za rekordem (m.in. 12 wygranych pucharowych w
sezonie, 6 wygranych z rzędu, rekord w długości skoku na skoczni dużej 152
m), zamykał usta znawcom, którzy mówili, że to niemożliwe, by tak
fenomenalna forma trwała tak długo - a wszystko to borykając się jednocześnie
z trwającą ponad miesiąc grypą z powikłaniami. Zdobył Kryształową Kulę
po raz drugi z rzędu - ale jakże dwa odmienne były to od siebie sezony! Gdy
rok wcześniej wielu pobąkiwało, że Puchar dostał mu się właściwie
fartem, tak w tym roku nikt nie mógł mieć najmniejszych
wątpliwości, że Janne Ahonen jest niekwestionowanym królem sezonu, zaś
reszta zawodników stanowi zaledwie tło, na którym odgrywa swoją sztukę.
Janne udowodnił, że fiński duch określany jako sisu prędzej czy później
weźmie górę i wyda owoc. Czy możemy oczekiwać drugiego takiego popisu w
nadchodzącym sezonie olimpijskim, po którym Janne zechce być może zakończyć
karierę skoczka? Jedno jest pewne: Fin będzie walczył o trofeum, uznawane za
najważniejsze w sporcie: indywidualny medal igrzysk. A fani będą go wspierać
Mimo skończonych zaledwie 28 lat ma na swym koncie 13 sezonów występów w
Pucharze Świata. Jak to jest - być skoczkiem narciarskim? „Jest to na pewno
trudne. Jestem poza domem około 200 dni w roku. Poza tym cały czas przebywa się
w tym samym towarzystwie. Jedni skoczkowie odchodzą, inni przychodzą, ale
większość jest ta sama. Najważniejsza jest atmosfera w ekipie - dopóki wszystko
gra tutaj, jest dobrze.” W ekipie jest dobrze. O kolegach z kadry wypowiada się
bardzo ciepło. „Wszyscy to fajni kumple” Równie pozytywnie mówi o obecnym
szkoleniowcu, Tommim Nikunenie. „Tommi jest młody (co nie znaczy, że Mika jest
stary - dodaje szybko) i myślę, że to była dobra zmiana.”
Janne Ahonen to osoba bardzo charakterystyczna w skokach narciarskich. Pomimo
wspaniałych osiągnięć i przepięknego stylu, jaki demonstruje podczas skakania
(jest jednym z dwóch skoczków, którzy kiedykolwiek zostali ocenieni przez
sędziów na pięć razy po 20 punktów; drugi to Kazuyoshi Funaki. Noty 20 w
przypadku Janne do rzadkości nie należą), przede wszystkim kojarzony jest jako
pan Kamienna Twarz - człowiek, który nigdy się nie uśmiecha. „No, owszem, nie
uśmiecham się często - przynajmniej na skoczni. Inaczej wygląda to w
towarzystwie znajomych - uśmiecham się i śmieję jak wszyscy inni ludzie.” Warto
wspomnieć, że Finowie generalnie obdarzeni są wyjątkowym poczuciem humoru i
potrafią śmiać się z siebie samych. Janne nie jest w tym względzie wyjątkiem.
Zawsze na konferencjach potrafi powiedzieć cos dowcipnego - choćby nawet z
kamienna twarzą. W historii skoków trwale zapisała się jego odpowiedź na
pytanie, dlaczego nigdy się nie uśmiecha, zadane przez dziennikarza: „Jesteśmy
tu, by skakać, nie uśmiechać się.” Czy sprawiało mu zabawę pozowanie półnago do
plakatu „Uskotko mäkikotkiin?”, który Liga Zakładowa VEIKKAUS (jeden ze
sponsorów kadry narodowej) postanowiła wydać przed zeszłorocznymi MŚ Lahti? „W
pierwszej chwili, gdy mi powiedzieli, że mam pozować bez koszuli, powiedziałem
zdecydowane: nie. Później zastanowiłem się i stwierdziłem, że to zdjęcie jak
każde inne. Chyba nawet trochę się na nim uśmiecham...”
Na skoczni jednak Janne uśmiecha się niezwykle rzadko. Sprawia wrażenie
człowieka niezwykle niedostępnego i co bardziej wrażliwi fani nie mają odwagi go
zaczepiać. Janne jednak z zapałem twierdzi, że fani to dobra rzecz. „Nie
przeszkadza mi, gdy ktoś kręci się w okolicach skoczni podczas na przykład
treningów. Nie rozglądam się i nie wypatruję ludzi, tylko skacze.
Absolutnie mnie to nie rozprasza.” Nie odmawia prośbom o autograf czy zdjęcie -
chyba ze naprawdę się spieszy. Nie myśli niczego złego, gdy podczas zawodów
otaczają go tłumy młodocianych wielbicieli tudzież wielbicielek. A ma ich
naprawdę sporo. „Codziennie dostaję kilka listów z całego świata. Przychodzą i
na adres domowy, i do klubu, i do Fińskiej Federacji Narciarskiej. Rozsyłam ich
nadawcom autografy i zdjęcia.” Czasem jednak zdarzają się i przesyłki o nieco
odmiennej zawartości. Przed konkursami w Zakopanem, w styczniu 2002, Janne
dostał trzy listy z pogróżkami z Polski i rzekomo miał dylemat, czy się w naszym
kraju pokazać. „Gdybym miał się przejmować czymś takim, musiałbym chyba zostać w
domu.” A odwagi mu nie brakuje - uwielbia loty narciarskie. Oprócz skoczni w
Lahti najbardziej lubi szybować na Velikance w Planicy. Za to zdecydowanie nie
leży mu Puijo. „Kuopio jest miłym miastem, ale skoczni nie lubię” przyznaje.
„Nigdy nie miałem tu dobrych wyników” I chyba coś było w stwierdzeniu trenerów,
skoro Janne latał tam bardzo daleko...
Dnia 24 lipca 2004 Janne poślubił Tiię Jakobsson, z którą był w narzeczeństwie
siedem lat. Poznali się zaledwie pół roku wcześniej. „Tiia wiedziała, że jestem
skoczkiem, ale zupełnie mnie nie kojarzyła. Nie była moją fanką” Spotkali się
przez wspólnych znajomych i jakoś to wyszło... „Miałem przedtem dziewczyny, ale Tiia z pewnością jest moja pierwszą miłością” stwierdza z uśmiechem. Młodzi
odkładali ślub z roku na rok i wreszcie zdecydowali się na ten odważny krok w
przyszłość. Uroczystość odbyła się w XV-wiecznym kościele Panny Marii, a później
150 gości bawiło się hucznie na weselu. Nie brakło wśród nich obecnie dwu i
pół-letniego potomka pary. 27 listopada 2001 młodzi zostali rodzicami chłopca.
Zbiegło się to z zawodami w Kuopio, wiec Janne właściwie cały czas był w podroży
między Lahti a Kuopio. Z drugiego konkursu w ogóle zrezygnował. „To było ogromne
przeżycie” przyznaje. Był obecny przy porodzie i jeszcze do rana (dziecko
przyszło na świat krótko po północy) nie mógł się uspokoić, jak wspomina
menedżer skoczka. Nic dziwnego, że nie potrafił się na skakaniu skoncentrować.
Chłopiec został nazwany Mico Petteri. Dlaczego Mico przez C - wyjątkowo nie po
fińsku? „Tiia ma na drugie Monica - przez C właśnie” wyjaśnia. Czy planują
więcej dzieci? „Tak. No, nie od razu, ale z pewnością. Jedno czy dwoje.
Dziewczynki też mile widziane” uśmiecha się. Mała rodzinka mieszka z trzema
kotami (Miina, Manu i ich kociak - Mała Mi czyli Pikku-Myy) w przepięknym domu,
około 6 kilometrów od centrum Lahti. Janne brał udział w jego projektowaniu. „To
bardzo przyjemna okolica.”
Co Janne lubi robić w wolnym czasie? „Mam motocykl” stwierdza. Obecnie Kawasaki.
Każdy wie, że Janne na punkcie tej maszyny ma nieledwie bzika. Niewielu z kolei
zdaje sobie sprawę, że w wieku 18 lat został zatrzymany przez policję, gdy
pędził nocą po drodze krajowej 195 km/h przy ograniczeniu do 80 (prawo jazdy
dostał zaledwie 4 miesiące wcześniej). Wlepiono mu mandat, co nie odbiło się
negatywnie na jego psychice czy samopoczuciu - następnego dnia wygrał w Lahti MF
na igelicie. Cóż, chyba jest uważnym kierowca. „Nigdy nie miałem żadnego
wypadku. Na szczęście!” Ostatnio uprawia też motocross oraz jeździ w wyścigach
drag cars, w których... też jest mistrzem. Startuje dla stajni Eagle Racing i
zawody traktuje bardzo poważnie. Oprócz tego zajmuje się... malowaniem kasków i
masek dla skoczków. „Zamówienia mam z całej Finlandii” przyznaje. Jego zdolności
plastyczne są szeroko znane - zaprojektował między innymi logo ubiegłorocznego
Turnieju Skandynawskiego. Natomiast na niczym nie gra - jak koledzy z PHSu.
O czym marzy? „Chciałbym być zdrowy do późnej starości. Osiągnięcia w sporcie
też są ważne, ale nie najważniejsze” stwierdza z naciskiem. „Najważniejszy jest
dom i rodzina.”
„Uważam, że jestem szczęśliwym człowiekiem - żyjąc tak, jak żyję.”